Attack of the Friday Monsters! – recenzja
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Attack of the Friday Monsters! A Tokyo Tale to cyfrowa perełka z eShopu (3DS) wydana przez Level-5. Choć premierę miała już kilka dobrych miesięcy temu, skusiłem się na nią dopiero podczas końcoworocznej promocji w internetowym sklepiku Nintendo. I zdecydowanie jest to tytuł, o którym warto dowiedzieć się więcej, jeśli nawet nie zdecydujecie się zagrać samemu.

Attack of the Friday Monsters! jest prostą przygodówką, w której biega się po osiedlu na przedmieściach Tokio, rozmawia z ludźmi o ich codziennych problemach, ich przeszłości oraz o atakach wielkich potworów, które w każdy piątek nawiedzają te sielskie okolice. Poprzez rozmowy i bycie we właściwym miejscu o właściwej porze wypełnia się questy – czasem liniowo, czasem w dowolnej kolejności. Całe osiedle jest do dyspozycji bohatera, otwierają się również skróty, technicznie więc jest to open-world. Ale ten world jest na miarę dziesięcioletniego protagonisty.

Poza bieganiem i czytaniem dialogów, drugim mechanizmem rozgrywki jest gra w karty podobne do kart z Pokemonami z lat 90., ale oparta na zasadzie znanej z marynarzyka (papier-kamień-nożyce). Nowe karty zdobywa się zbierając porozrzucane po świecie gry znajdźki lub pokonując przeciwników, czyli kolegów z podstawówki.

Sam gameplay nie porywa, karcianka to niezwykle prosta choć na swój sposób wciągająca, ale szeroko pojęty klimat sprawia, że warto grać. Gra jest stylizowana na dobranockę, wraz ze śpiewanym intro – przynajmniej tak mi się kojarzy. Ma pogodny, dziecinny, nieco wakacyjny klimat. Broni się wątkami questów: niektóre są śmieszne, niektóre nie z tej ziemi (kosmici?), inne znów poważne (rodzinne, miłosne). Wszystkie zaś przefiltrowane przez perspektywę i wyobraźnię dziecka.

Attack of the Friday Monsters! ma też walor edukacyjny, ponieważ stara się oddać, jak mniemam, atmosferę dzieciństwa na przedmieściach Tokio w latach 60. i chłopięcą fascynację serialami z wielkimi potworami. Popularnymi również u nas, ale ponad dwadzieścia lat później. Któż nie oglądał telewizji Echo czy Polonii 1? Wracając do samej gry, zaczyna się ona nawet od krótkiego wprowadzenia historycznego, które nadaje kontekst całej opowiastce.

Tytuł ten urzekł mnie chyba dlatego, że wydaje się bardzo osobisty. Mam wrażenie, że producenci Attack of the Friday Monsters! zrobili grę o sobie, a dokładniej o swoim dzieciństwie. W ten sposób chcieli na chwilę wrócić do tamtego okresu, a także pokazać innym, jak wyglądało życie w tym konkretnym czasie, w tym konkretnym miejscu. Nie wiem, czy gra jest warta swojej ceny (normalnie 32zł, po obniżce 20zł), bo w sumie niewiele tu samej rozgrywki. Przez te trzy, trzy i pół godziny bardziej chłonie się klimat niż gra. Wiem jedno: nie żałuję wydanych pieniędzy, bo podróż w przeszłość było to niezwykle interesująca.